Sierpniowy spam update Google uderzył w treści z AI

Fakt, że treść powstała z pomocą AI, nie czyni jej spamem. Mniej oczywiste jest to, że każda treść tworzona po to, by uzyskać wysoką pozycję (rankować) na słowa kluczowe, zbliża się do granicy między normalną treścią a spamem - a często ją przekracza.

Doniesienia publikowane w sieci sugerują, że przynajmniej część sierpniowego spam update’u dotyczyła usuwania treści SEO generowanych przez AI, tworzonych wprost pod pozycje w wyszukiwarce. To nie znaczy, że cała aktualizacja była o treściach z AI. Jeśli jednak te doniesienia są trafne, właśnie ten rodzaj treści może być powodem, dla którego wiele witryn straciło pozycje.

Sprawę dobrze podsumowuje wpis użytkownika @seiichi_satoweb, który zwrócił uwagę, że kłopotem nie jest samo pochodzenie treści, ale sposób jej produkcji: „Firmy prowadzące media powinny sprawdzić pozycje od 18 do 21 sierpnia. (…) Jeśli spadły, sądzę, że w pierwszej kolejności należy podejrzewać nie jakość artykułów, ale »metodę masowej produkcji«”. W tym samym wpisie pada zdanie: „Nie chodzi o to, czy powstało to za pomocą generatywnej AI, ale po co zostało stworzone - na to patrzą”.

Inny wątek dotyczy zaufania zgromadzonego przez domenę. Użytkownik @OkaTakuma1 opisał obserwację, że witryny prowadzone od początku w pełnej automatyzacji nie mają żadnych „sygnałów zaufania”, podczas gdy strony początkowo prowadzone ręcznie zdążyły zbudować historię i dane o zaangażowaniu użytkowników - dzięki czemu późniejsze przejście na automatyczne publikowanie z modelem językowym nie kończyło się natychmiastową oceną spamową. Sam autor zastrzega, że próba jest mała i to „w żadnym razie nie jest rozstrzygające - tylko trend”.

W tle pojawia się też narzędzie systemowe. Google opublikowało pracę badawczą o nowym systemie S-CTS, czyli Scalable Cluster Termination System - służącym do identyfikowania i wyłączania sieci spamu generowanego przez AI.

Nie wszyscy notują spadki. W prywatnej grupie Google SEO Mastermind na Facebooku pojawiły się głosy, że treści generowane przez AI radziły sobie po aktualizacji lepiej niż wcześniej.

Co to znaczy dla Twojej firmy

Z opisywanych obserwacji wynika, że kluczowe pytanie nie brzmi, czy tekst napisał człowiek, czy model językowy, ale po co dana treść powstała. Sygnałem ostrzegawczym jest przede wszystkim sposób produkcji: powtarzalny, masowy, nastawiony wyłącznie na obecność w wynikach wyszukiwania.

Jeśli spadki obejmują całe grupy podobnych do siebie podstron, warto najpierw przyjrzeć się właśnie schematowi ich powstawania, a nie jakości pojedynczego artykułu.

Dla praktyka

Punktem odniesienia w przywoływanych obserwacjach są pozycje w dniach od 18 do 21 sierpnia - to wtedy część wydawców miała zauważyć zmiany. Warto sprawdzić, czy ewentualny spadek dotyczy całych sekcji serwisu, czy pojedynczych adresów.

Pomocna bywa zwykła inwentaryzacja: ile wpisów różni się od siebie wyłącznie nazwą miasta, nazwą produktu albo synonimem frazy. W jednym z opisywanych przypadków znaczenie miały ręczne kontrole treści oraz historia witryny prowadzonej wcześniej bez automatyzacji - to one budowały „sygnały zaufania”, o których pisali komentujący aktualizację.

Źródła

Michał Wiercimok
O autorze
Michał Wiercimok
Ekspert marketingu internetowego

Michał Wiercimok - specjalista marketingu internetowego z ponad 20-letnim doświadczeniem. Prowadzi własną agencję marketingową i doradza firmom w zakresie Google Ads, SEO, analityki (GA4) oraz wykorzystania sztucznej inteligencji w marketingu. Zrealizował ponad 100 projektów dla klientów z różnych branż; wyróżniony w programie Google Partners Rising Stars (2016). Działa z Katowic.