Google zmienia egzekwowanie polityki reputacji witryn w EOG
Polityka reputacji witryn powstała w 2024 roku i miała zatrzymać praktykę publikowania treści podmiotów trzecich na zaufanej stronie tylko po to, by wykorzystać jej dobrą reputację do wyższej pozycji w wyszukiwarce. W komunikacie zespołu Google Search Quality napisano wprost, że taka praktyka „szkodzi jakości wyszukiwania i tworzy złe doświadczenie dla użytkowników” (hurts search quality, and creates a bad experience for users).
Zmiana jest efektem rozmów z Komisją Europejską. Google dostosowuje sposób egzekwowania polityki na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego i doprecyzowuje kryteria, które bierze pod uwagę przy jej stosowaniu.
Firma nie ukrywa przy tym rezerwy wobec regulacji. „Nadal obawiamy się, że zbyt szerokie zastosowanie DMA mogłoby uniemożliwić nam reagowanie na realne zagrożenia dla integralności naszych wyników wyszukiwania” - czytamy w komunikacie zespołu Google Search Quality.
Od 30 sierpnia ręczne działanie nałożone w ramach tej polityki ma inny skutek dla osób wyszukujących w EOG niż poza nim. Dla użytkowników spoza EOG kara bezpośrednio wpływa na wyniki wyszukiwania dla objętej nią części witryny, a reszta serwisu pozostaje nietknięta - tak jak wcześniej. Dla użytkowników wewnątrz EOG skutek ręcznego działania nie jest stosowany, a objęta nim sekcja może zostać w systemach Google oddzielona tak, by z czasem była oceniana (rankowana) niezależnie od reszty witryny.
Co to znaczy dla Twojej firmy
Jeśli Twoja strona ma sekcję z artykułami sponsorowanymi, publikacjami gościnnymi albo materiałami partnerów, dotyczy Cię to bezpośrednio. Sama obecność treści od podmiotu zewnętrznego nie jest przewinieniem - problemem jest sytuacja, w której taka treść trafia na mocną domenę głównie po to, żeby skorzystać z jej autorytetu w rankingu. Nowy podział geograficzny nie jest amnestią: powiadomienie w Search Console dostaniesz tak samo, a ukarany fragment może zostać w systemach Google odcięty od siły reszty serwisu. Jeżeli sprzedajesz albo kupujesz publikacje na cudzych domenach, warto policzyć ryzyko na nowo. Prosty test: gdyby ten sam tekst stał na osobnej, świeżej domenie i nie miał szans na widoczność, to znaczy, że pracuje na cudzej reputacji, a nie na własnej wartości.
Dla praktyka
Punktem kontrolnym jest raport ręcznych działań w Search Console. Właściciele witryn nadal są powiadamiani w Search Console o nałożeniu ręcznego działania, a jeśli uznasz, że decyzja jest błędna, możesz złożyć wniosek o ponowne rozpatrzenie. Kwalifikujące się witryny mają po złożeniu takiego wniosku dodatkowo możliwość skierowania sporu do mediacji.
Nie zakładaj, że polski ruch jest bezpieczny, więc temat Cię nie dotyczy. W komunikacie zaznaczono, że wiele stron ogląda się globalnie, więc konkretna strona może mieć nałożone ręczne działanie, ale zmiana obejmie tylko wyniki pokazywane użytkownikom spoza EOG. Dla serwisu z odbiorcami w kilku krajach oznacza to rozjazd danych: spadek widoczności może być widoczny w jednych rynkach, a w innych nie.
Czego nie robić: nie traktuj rozdzielenia sekcji w systemach Google jako furtki do skalowania publikacji sponsorowanych. Odseparowany fragment przestaje korzystać z sygnałów całej domeny, więc model biznesowy oparty na „pożyczaniu” autorytetu i tak przestaje działać, tylko wolniej.
Praktyczna kolejność działań: zinwentaryzuj wszystkie katalogi z treścią zewnętrzną (/blog partnerski, /promocje, /wpisy-gosci), sprawdź, czy każdy z nich ma sens dla użytkownika niezależnie od SEO, oddziel redakcję od komercji także w strukturze adresów, a materiały bez wartości usuń albo przepisz. To robota audytowa, a nie jednorazowe kliknięcie.

