Szybki audyt on-page

Audyt on-page sprawdza jeden adres i pokazuje, co widzi wyszukiwarka, zanim w ogóle zajrzy w treść: znacznik title, meta description, nagłówki, adres kanoniczny, dyrektywy indeksowania z kodu strony i z nagłówka odpowiedzi, plik robots.txt, atrybuty alt oraz przekierowania. Wynik dostajesz jako listę znalezisk z konkretnymi wartościami, a nie jako ocenę punktową.

Podaj adres strony. Sprawdzimy znaczniki, nagłówki i plik robots.txt, a wynik dostaniesz jako listę znalezisk, nie ocenę punktową.

Co ten audyt sprawdza, a czego nie

Narzędzie pobiera stronę i plik robots.txt prosto z serwera, a potem czyta trzy rzeczy: nagłówki odpowiedzi, surowy kod HTML oraz reguły dla robotów. To wystarcza, żeby wychwycić większość usterek, które blokują stronę zanim ktokolwiek oceni jej treść.

Czego nie zobaczy: nie wykonuje JavaScriptu, więc treść i znaczniki dostawiane skryptem są dla niego niewidoczne. Nie mierzy szybkości ani Core Web Vitals, bo do tego jest PageSpeed Insights. Nie sprawdza pozycji w wynikach wyszukiwania. Bada dokładnie jeden adres, nie całą witrynę. I nie ocenia jakości treści, choć to ona zwykle decyduje o wyniku.

Sprzeczność, której nie widać w kodzie strony

To jest powód, dla którego to narzędzie w ogóle powstało. Dyrektywy indeksowania mogą przyjść z dwóch niezależnych miejsc: ze znacznika meta robots w kodzie strony oraz z nagłówka HTTP X-Robots-Tag, który wysyła serwer. Większość narzędzi patrzy tylko na kod strony, bo tam wygodnie zajrzeć.

Problem pojawia się, gdy oba źródła mówią co innego. Rozstrzyga nagłówek, bo przychodzi razem z odpowiedzią serwera, zanim przeglądarka odczyta choćby pierwszą linię kodu. Strona, której kod deklaruje index, follow, może więc być wyłączona z indeksowania, a w źródle nie ma po tym żadnego śladu. Taka usterka bywa niewidoczna miesiącami, bo wszystko wygląda poprawnie w tym jednym miejscu, w które wszyscy patrzą.

Audyt czyta oba źródła osobno, porównuje je i przy rozbieżności nazywa ją wprost, wraz ze skutkiem: czy strona ostatecznie jest indeksowana, czy nie. Nagłówek X-Robots-Tag ustawia się zwykle w konfiguracji serwera albo we wtyczce, więc bywa dziedziczony po ustawieniu, o którym nikt już nie pamięta.

Title i meta description: dlaczego podajemy znaki, a nie normę

Google ucina tytuł w wynikach po szerokości w pikselach, a nie po liczbie znaków. Litera „i” zajmuje mniej miejsca niż „W”, więc dwa tytuły o tej samej długości mogą zachować się inaczej. Dlatego przedział 30-60 znaków traktujemy jako praktyczne przybliżenie, nie jako regułę, a przekroczenie zgłaszamy jako uwagę, nie jako błąd.

Tak samo z meta description: około 160 znaków to granica, po której opis bywa ucinany, ale wyszukiwarka i tak często składa własny fragment z treści strony, jeśli uzna go za trafniejszy dla zapytania. Sensowniejszym celem niż mieszczenie się w limicie jest napisanie opisu, który odpowiada na intencję i zachęca do kliknięcia.

Jedno jest natomiast twardym błędem: dwa znaczniki meta description na jednej stronie. Wyszukiwarka nie wie wtedy, który wybrać. To częsty skutek nakładania się motywu i wtyczki SEO, a pojedyncze sprawdzenie „czy jest opis” tego nie pokaże, bo opis przecież jest.

Nagłówki, canonical i język strony

Brak nagłówka H1 zgłaszamy jako błąd, bo strona nie mówi wprost, o czym jest. Więcej niż jeden H1 to już tylko uwaga: w HTML5 to poprawna składnia, ale utrudnia odczytanie hierarchii i zwykle wynika z przypadku, na przykład z nagłówka w sekcji promocyjnej.

Canonical wskazujący na inny adres niż sprawdzany bywa zamierzony, ale częściej jest pozostałością po migracji albo po kopiowaniu szablonu. Dlatego pokazujemy dokładny adres, który znaleźliśmy, żebyś mógł go porównać sam. Brak atrybutu lang to uwaga: korzystają z niego czytniki ekranu i mechanizmy tłumaczenia.

robots.txt i mapa witryny

Plik robots.txt pobieramy z domeny adresu końcowego, a nie tego, który wpisałeś. Ma to znaczenie, gdy strona przekierowuje z http na https albo z domeny bez www na wersję z www, bo wtedy plik obowiązujący dla tej strony leży pod innym adresem, niż mogłoby się wydawać.

Sprawdzamy dwie rzeczy: czy plik nie blokuje właśnie tego adresu dla robota Google oraz czy wskazuje mapę witryny dyrektywą Sitemap. Blokada w robots.txt jest błędem poważniejszym niż wygląda, bo unieważnia pozostałe ustawienia: skoro robot nie pobierze strony, nie odczyta też jej znaczników.

Jeśli pliku nie uda się pobrać, dostaniesz znalezisko „nie sprawdziliśmy”, a nie ciszę. To rozróżnienie jest celowe: „nie udało się sprawdzić” nigdy nie znaczy „sprawdzone, czysto”, a raport, który milczy o rzeczach niezmierzonych, wprowadza w błąd.

Atrybuty alt: pusty nie znaczy brakujący

To rozróżnienie mylą nawet płatne narzędzia. alt="" jest poprawnym i zalecanym sposobem oznaczenia grafiki dekoracyjnej, która nie niesie treści: czytnik ekranu ją wtedy pomija, zamiast czytać nazwę pliku. Liczenie takich obrazków jako błędów produkuje fałszywe znaleziska akurat na stronach zrobionych porządnie.

Za brak uznajemy wyłącznie nieobecność atrybutu, bo dopiero wtedy nie wiadomo, czy obrazek coś znaczy, czy jest ozdobą. Podajemy liczbę takich obrazków wraz z przykładami, żeby dało się je odnaleźć.

Przekierowania

Pokazujemy adres końcowy i liczbę skoków. Jedno przekierowanie jest normalne i zwykle wynika z przejścia na https albo na wersję z www. Dłuższy łańcuch to uwaga: każdy skok to dodatkowe żądanie i dodatkowy moment, w którym coś może się urwać. Jeśli linkujesz do własnej podstrony, kieruj od razu na adres końcowy.

Co jeszcze znajdziesz pod wynikiem

Pod listą znalezisk podajemy kilka liczb, które nie są znaleziskami, ale bywają przydatne. Liczba słów w treści pozwala szybko zauważyć stronę zbyt ubogą jak na swój temat, choć sama w sobie nie jest miarą jakości i nie ma tu progu, który dałoby się sensownie ustawić. Waga kodu pokazuje, ile HTML-u serwer wysyła w pierwszej odpowiedzi, co bywa pierwszym śladem rozdętego szablonu.

Jeśli strona deklaruje wersje językowe, wypiszemy liczbę znalezionych deklaracji hreflang. Celowo nie oceniamy ich poprawności, bo rzetelna ocena wymagałaby pobrania każdej strony docelowej i sprawdzenia, czy odwzajemnia deklarację. Podajemy więc fakt, a nie werdykt, którego nie zmierzyliśmy. Pokazujemy też adres końcowy, na którym audyt faktycznie pracował, żeby było jasne, czy po drodze wystąpiło przekierowanie.

Od czego zacząć naprawę

Kolejność ma znaczenie, bo część znalezisk unieważnia pozostałe. Zacznij od rzeczy, które w ogóle wpuszczają robota: blokada w robots.txt, dyrektywa noindex oraz sprzeczność między kodem a nagłówkiem. Dopóki tu coś jest nie tak, poprawianie tytułu nie ma żadnego znaczenia, bo nikt go nie przeczyta.

Potem zajmij się tożsamością strony: jeden nagłówek H1, jeden meta description, canonical wskazujący tam, gdzie powinien. To warstwa, która mówi wyszukiwarce, czym ta strona jest i który adres jest jej wersją główną. Błędy w niej powodują, że wyszukiwarka wybiera za Ciebie, zwykle inaczej niż chciałeś.

Na końcu rzeczy, które poprawiają odbiór, ale niczego nie blokują: długości tytułu i opisu, atrybuty alt, komplet znaczników Open Graph, skrócenie łańcucha przekierowań. Warto je zrobić, ale nie kosztem dwóch pierwszych grup.

Osobno warto pamiętać, skąd zwykle bierze się nagłówek X-Robots-Tag. Najczęściej z konfiguracji serwera, z reguły w pliku .htaccess albo w ustawieniach nginx, z wtyczki SEO, albo z ustawienia założonego na kopii testowej strony, które pojechało razem z nią na produkcję. To ostatnie jest szczególnie podstępne, bo nikt go już nie szuka.

Dlaczego nie ma oceny punktowej

Bo liczba sugerowałaby precyzję, której nie mamy. Nie da się uczciwie powiedzieć, że strona ma „siedemdziesiąt trzy na sto”, skoro waga poszczególnych elementów zależy od rodzaju strony, konkurencji i intencji zapytania. Ocena punktowa zachęca też do gonienia wskaźnika: podnosisz wynik, dopisując brakujące znaczniki, a realny problem, na przykład blokada w robots.txt albo cienka treść, zostaje nietknięty.

Zamiast tego dostajesz trzy grupy: do naprawienia, warto sprawdzić i w porządku, a każde znalezisko niesie zmierzoną wartość, którą możesz zweryfikować samodzielnie. Jeśli szukasz szerszego kontekstu, zajrzyj do przewodnika o tym, czym jest audyt SEO, a znaczniki udostępniania sprawdzisz w debuggerze Open Graph.

Najczęściej zadawane pytania

Czy ten audyt zastąpi pełny audyt SEO?

Nie. Sprawdza warstwę on-page jednego adresu, czyli to, co widać w kodzie strony i w nagłówkach odpowiedzi. Nie ocenia treści, linkowania, szybkości ani widoczności w wynikach wyszukiwania, a te rzeczy decydują o efektach co najmniej tak samo.

Dlaczego nagłówek X-Robots-Tag jest ważniejszy od znacznika meta robots?

Ponieważ przychodzi razem z odpowiedzią serwera, zanim przeglądarka odczyta kod strony. Jeśli oba źródła mówią co innego, rozstrzyga nagłówek. Dlatego strona, której kod deklaruje index, może być mimo to wyłączona z indeksowania, a w kodzie nie widać po tym śladu.

Czy pusty atrybut alt to błąd?

Nie. Pusty alt jest poprawnym sposobem oznaczenia grafiki dekoracyjnej, która nie niesie treści, i czytniki ekranu wtedy ją pomijają. Za brak uznajemy wyłącznie nieobecność atrybutu, bo dopiero wtedy nie wiadomo, czy obrazek coś znaczy.

Dlaczego wynik nie jest oceną punktową?

Bo liczba sugerowałaby precyzję, której nie mamy, i zachęcała do podnoszenia wyniku zamiast naprawiania konkretów. Dostajesz listę znalezisk z wartościami, które możesz sprawdzić samodzielnie.